Menu
Close

Rejestracja

Close

Pomysłodawca Szlachetnej Paczki w rozmowie z meeting.pl

ksiadz

10 gru Pomysłodawca Szlachetnej Paczki w rozmowie z meeting.pl

Z okazji piątej edycji akcji świąteczno-charytatywnej ELFY SBE, podczas której zbierane będą dary dla dzieci
z Domu Dziecka oraz dwóch rodzin w ramach akcji Szlachetna Paczka, meeting.pl jako patron medialny wydarzenia przygotował niespodziankę – wywiad z inicjatorem Szlachetnej Paczki, Księdzem Jackiem Stryczkiem.

Mówi o sobie, że jest myślicielem. Nie obawia się wyrażać głośno swoich poglądów. Uczy przedsiębiorczości, promuje sukces, ma wizję lepszego świata, o której nie boi się mówić. Realizuje event na skalę narodową. Jest wrogiem bezmyślności. Ma ogromne serce i jak na księdza – niespotykaną smykałkę do biznesu, ale jak sam przyznaje –
nie kręcą go pieniądze. Jednak umiejętnie połączył swoje atuty, skupiając się na tym co dla niego najważniejsze – pomoc innym.
Z Księdzem Jackiem Stryczkiem, pomysłodawcą Szlachetnej Paczki, rozmawia Paulina Król.

PK: Inicjatyw, które mają na celu pomagać jest bardzo wiele. Nie wszystkie osiągają popularność na miarę Szlachetnej Paczki. Praktycznie każdy, kto w tej chwili ma dostęp do telewizji publicznej wie czym jest Szlachetna Paczka. Skąd tak ogromny sukces? Czy to księdza umiejętności marketingowe?

KJS: No tak. Jest wiele projektów, wiele inicjatyw społecznych i tak powinno być. Jednak akcji o tak szerokim sposobie dotarcia nie ma. Przynajmniej nie ma ich zbyt wiele. Paczka jest raczej sprawą narodową, licząc, że w tym roku weźmie w niej udział przynajmniej milion osób. A ma jeszcze potencjał wzrostu – i to dość duży. Myślę, że bez problemu możemy dojść do trzech milionów zaangażowanych osób, na dzień dzisiejszy.

Natomiast faktycznie pasjonuje się komunikacją, bo Ewangelia to dobra nowina, czyli komunikacja.

PK: Skoro poruszamy kwestie komercjalizacji, czy w takim razie możemy mówić o evencie? Czy Szlachetna Paczka jest eventem?

KJS: Tak, tak. Paczka jest w swoim finale eventem – kiedy darczyńcy dowożą paczki i wszystkie prezenty do magazynów. Również to jak ze sobą współpracują tworząc paczki. Dostaliśmy niedawno nagrodę biznesową.
Myślę, że słusznie, ponieważ szacujemy, że około 300 tysięcy osób robiło paczkę w firmie, czyli event społeczny – taki, w którym poziom zaufania i współpracy mógł wzrosnąć. Więc posługując się takimi pojęciami – jasne.

PK: A proszę mi powiedzieć, skąd u Księdza, który pokochał biednych, pojawiło się zainteresowanie biznesem.
I kogo Ksiądz kocha bardziej biednych czy bogatych?

KJS: (Śmiech) No tak… kocham wszystkich ludzi. Powtarzam to szczególnie, gdy jest mi bardzo ciężko, gdy ktoś mi dowali. (Śmiech) Natomiast jakby pierwsza rzecz, która pojawiła się dawno temu i otworzyła mi oczy – każdy potrzebujący, każdy biedny, każdy z problemem, to było coś dla mnie bardzo ważnego. Chciałem tym ludziom pomóc. Aż do utraty tchu, sił i omdlenia. Dopiero z czasem zacząłem zastanawiać się na czym naprawdę polega pomaganie. Potem zacząłem myśleć, że w sumie skoro ja już umiem pomagać, to mógłbym w to wciągać innych i to są właśnie ci bogaci. Natomiast dla mnie ważny jest każdy człowiek, czyli jak trzeba to staję w obronie biednych, ale np w czasie dość takiej trudnej kampanii wyborczej na wiosnę, stanąłem w obronie przedsiębiorców, kiedy próbowałem rozbić kapitał polityczny na poniżanie polskich przedsiębiorców, bez których nie byłoby tego kraju. Przypisuję sobie również taką zasługę, że po jednym z moich happeningów zmieniła się narracja wyborcza. Zacząłem to mówić po różnych stronach sceny politycznej – że owszem wspieramy tych, którzy pracują, ale musimy również wspierać też przedsiębiorców. Chociaż to było tylko na początku słowo, to jednak poszerzono tę opowieść, z resztą dla mnie nieprawdopodobną, że pracodawcy są źli, bo zatrudniają.

PK: Mówił Ksiądz o Alternatywnej Polsce. Czy to jest Polska, w której bogaci pomagają biednym?

KJS: Tak. To jest Polska, w której przede wszystkim wszyscy mają sobie radzić w życiu, a gdy ktoś ma kłopoty to oni mu pomagają, nie po to, aby utrwalić jego biedę, ale po to, żeby się podniósł. W tej alternatywnej Polsce jest jeszcze dużo więcej zasad. Np ja nie akceptuję złego mówienia o innych. I my jakby źle reagujemy, czy też przez naszą kulturę organizacyjną, staramy się wpajać, że trzeba być dobrze nastawionym do innych, że lepsza jest współpraca, że wysiłek jest lepszy od czystej przyjemności, i wiele innych rzeczy, które powinny być fundamentem życia społecznego w Polsce. Jednak u nas nie ma jakiejś debaty publicznej na temat etosu. My ten etos wprowadzamy. Narazie dotyczy powiedzmy miliona Polaków, którzy się włączają w paczkę i my próbujemy ich tego uczyć. Ale mam nadzieję,
że zaczynając na tym milionie to stanie się standardem. Zresztą chyba już parę naszych standardów zaczęło wchodzić
do obiegu życia krajowego, czy narodowego.

PK: Ale są też negatywne opinie dotyczące Szłachetnej Paczki. Że jest to zagłuszanie wyrzutów sumienia przez ludzi bogatych.

KJS: No ale Polska jest krajem, w kórym raczej mówi się negatywnie o innych, więc przyjmuję, że każdemu może to przeszkadzać. Po drugie Paczka jest w Strefie Podwyższonego Sensu, czyli jest przemyślanym i złożonym projektem, mimo, że niektórym kojarzy się ze steoretypami. Na początku nazywaliśmy się Świąteczna Paczka i najczęściej ludzie reagowali twierdząc, że też robią świąteczne paczki – po dwa batony, pomarańcze i reklamówkę. Nie byliśmy w stanie wytłumaczyć im czym to się różni, więc zmieniliśmy nazwę. Jednak dalej niektórym kojarzy sie z tym, co znają – że się daje rzeczy. I w większości ludzie tak to rozumieją, dopóki sami tego nie zrobią i nie zobaczą jaka to jest różnica między dawaniem rzeczy a dawaniem prezentów. Między tym, że ktoś musi prosić się, a tym, że go znajdujemy. Między tym, że ktos musi krzyczeć, bo ma problem, a tym, że ktoś go wysłucha. Bardzo dużo różnic fundamentalnych w podejściu do pomagania znaleźć można w Paczce. Z resztą najlepszy dowód w tym, że ta inspiracja, jaką dajemy naprawdę działa. Przykładem może być pani Iza, która rok temu dostała paczkę, a w tej chwili jest wolontariuszką. Była na dnie, podniosła się.

PK: Czyli stała się osobą przedsiębiorczą?

KJS: Dla niej wystarczył ten jeden impuls, ponieważ staczała się z powodu kłopotów. Nikt jej nie wspierał. Sama musiała sobie radzić z biedą, co jest bardzo trudne. No i moge powiedzieć, że poczuła, że już nie jest sama, że komuś
na niej zalezy. Takich historii jest coraz więcej i będzie coraz więcej. Ja też myślę, że w tym naszym przekazie, kiedy mowimy, że paczka prowadzi do zmiany, że każdy sobie radzi w życiu, że to też dociera do rodzin w potrzebie i oprócz tego, że to działa, to ten przekaz jeszcze, który my dostarczamy też na nich działa – trochę zobowiązująco, żeby było
u mnie lepiej za rok.

PK: Ale czy uważa Ksiądz, że ludzi można nauczyć przedsiębiorczości? Raz dostaną rzeczy i co dalej?

KJS: Tak. To znaczy paczka sama z siebie nie uczy jeszcze przedsiębiorczości. Ale dokonuje różnych rzeczy. To jest tak jak dziecko w szkole – ma złe wyniki w nauce, więc rodzice każą mu się uczyć. Ale ponieważ ma problemy
w nauce, nie ma ochoty się uczyć. Odpowiedzią na problemy w szkole nie może być jeszcze więcej korepetycji, jeszcze więcej lekcji. Podobnie my- najpierw staramy się dzieci zmotywować do nauki, a dopiero potem zmotywowane się uczą. Paczka na pewno motywuje. Z pewnością zmienia sposób patrzenia na świat. Pozwala odczuć, że świat nie jest przeciwko mnie, ale jest ktoś komuś na mnie zależy. Że nie jestem taki najgorszy, bo jednak bieda, w dużej mierze jest taką stygmatyzacją. Bieda nie tyle polega na tym, że masz mało, a że jesteś nikim. My te wszystkie procesy odwracamy w tych ludziach. Plus to, że część wolontariuszy czy darczyńców przejmuje relacje z rodzinami obdarowanymi i często nie tylko daje im impuls do zmiany, nie tylko daje im postęp cywilizacyjny, bo pralka czy lodówka, czy laptop w rodzinie to jest postęp cywilizacyjny. To jest coś, co wyklucza w dniu dzisiejszym. Pojawiają się różnego typu interakcje. A tu ktoś pomoże znaleźć pracę, a tu ktoś wyremontuje łazienkę, to ktoś tam zbuduje dach. My staramy się być przyczynkiem do spotkania biednych i bogatych. Paczka jest okazją do spotkania. A potem życzliwie przyglądamy się co z tego wyniknie. Co sie wydarzy.

PK: I zazwyczaj kończy się wszystko sukcesem. A Ksiądz promuje sukces. Zgadza się​?

KJS: To znaczy… to jest właśnie ciekawe. W Akademii Przyszłości, w siostrzanym projekcie Paczki, tutor ma pierwsze zajęcia z dzieckiem, które ma problemy w szkole. Pyta się „Jaki masz sukces po tych zajęciach?”. W więszości dzieci nie potrafią wskazać swojego sukcesu.

PK: A czy one wiedzą, czym jest sukces?

KJS: No własnie nie wierzą w to, że one mogą ten sukces osiągać. Bo na tle klasy źle wypadają. A przecież nie są to dzieci, które nic nie osiagają. Wolontariusz notuje ich sukcesy. Np: „uśmiechnąłęś się na pierwszych zajęciach”, „Rozwiązałeś pierwszy zadanie”. I jakby sukcesywnie uczą te dzieci pozytywnego myślenia o sobie poprzez te małe sukcesy. Nie przez wmawianie. Tylko przez praktykowanie dostrzegania swojego potencjału.

Myślę, że Paczka też stara się to zrobić.

PK: Kim Ksiądz właściwie jest? Filantropem? PR-owcem? Czy przedsiębiorcą?

KJS: Jestem myślicielem. Kiedyś czytałam taką książkę Św. Augustyna i Augustyn mówił o pragnieniu poznania całego wszechświata – nazwał to uniwersum. Ale gdyby biegał po całym wszechświecie, to by się zagubił. Mówił o tym, że w sobie znajdziesz prawdę. Ja jestem raczej w sobie. W sobie odkrywam prawdę. A później wychodzę na zewnątrz i to robię. A czy to się nazywa PR-em, marketingiem czy zarządzaniem, czy czymkolwiek innym, jest dla mnie wtórne.
Ja w ogóle co dwa lata zmieniam zawód. Biznesu czy przedsiębiorczości nauczyłem się tak naprawdę dla ludzi, żeby im pomagać. Kontfrontując się z biedą coraz bardziej mnie denerwowało, że pomagam, a im więcej pomagam, tych więcej pomocy ci ludzie potrzebują. No i systematycznie odkrywałem, że powinien tak pomagać, że ludzie byli zdolni radzić sobie w życiu. I to jest ostatnich moich 5 lat takiej wytężonej pracy. Myślę, że na dzień dzisiejszy jestem z tego dobry. Także to jest taki paradoks. Tylu ludzi pragnie mieć pieniądze, a mnie pieniądze nie kręcą. Ja się tego mogłem nauczyć, a oni nie potrafią się tego nauczyć.

PK: Ostatnie pytanie. Czy porównują Księdza do Jurka Owsiaka?

KJS: Raczej nas rozróżniają. Pytają się co myślę o Jurku Owsiaku. W Polsce się wszystkich pyta co myślą o Jurku Owsiaku. No więc odpowiadam. W stosunku do tego kim on jest, jesteśmy bardzo różni. Natomiast uważam, że jego największym sukcesem, wkładem społecznym są wszystkie eventy – koncerty i wydarzenia, dzięki którym buduje zaufanie społeczne w naszym kraju. Według mnie tam pomaganie jest na drugim planie.

Ale nie jest doceniane to, co jest jego największym atutem – czyli pomaganie przez organizację imprez. Jednak zaufanie społeczne, to, że coś robi się razem, dla wspólnego celu jest niedocenianą wartością w naszym kraju.
To naprawdę ma ogromne znaczenie. I ja to doceniam.

PK: Cieszymy się, że Ksiądz się pojawił.

KJS: (śmiech) Ja jestem inny.

PK: Dziękuję serdecznie za rozmowę.

Zdjęcie: szlachetnapaczka.pl/jacek-stryczek

SHARE:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn
Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail