Menu
Close

Rejestracja

Close

Witold Janczyński, CEO meeting.pl – o branży eventowej z przymrużeniem oka

witoldjanczynski

23 cze Witold Janczyński, CEO meeting.pl – o branży eventowej z przymrużeniem oka

O pasji do eventów, o swoich pierwszych krokach w tym trudnym zawodzie, o sukcesach i słabszych chwilach, o branży w sposób łatwy, lekki i przystępny, z przymrużeniem oka i humorystycznym zabarwieniem opowiada Witold Janczyński – twórca systemu meeting.pl.

1. Moja pasja do eventów rozpoczęła się….

w Szczecinie ponad 20 lat temu. Wraz z Chórem Politechniki Szczecińskiej i swoim zespołem grałem koncert w szczecińskiej Filharmonii – Msza Kreolska Ariela Ramireza. Po koncercie podszedł do mnie pewien pan, zakasał rękaw marynarki i pokazał ciarki na ręce. Jak się później okazało był to Alex Kloszewski, dyrektor generalny hotelu Radisson – wtedy jeszcze w budowie. Po paru dniach spotkaliśmy się
w tymczasowym biurze. Alex pokazał mi hotel (a w zasadzie tłumaczył jak będzie wyglądał) i zapytał wprost, czy nie chciałbym zająć się organizacją imprez, gdy już hotel powstanie. To był dla mnie moment zwrotny. Musiałem odpowiedzieć sobie na pytanie – co chcę robić
w przyszłości – być muzykiem czy organizatorem, no i wybrałem. Muzyka oczywiście pozostała w sercu i czasami, o ile tylko czas pozwala, sięgam do gitary, charango i innych instrumentów, z którymi pewnie nigdy się nie rozstanę.
Na pierwszy ogień poszedł cykl koncertów COPERNICUS JAZZ CLUB. W położonym na ostatnim piętrze hotelu klubie zagrała cała czołówka polskich muzyków jazzowych – było bosko. Ale ta prawdziwa pasja do eventów narodziła się nieco później, gdy otrzymałem pierwszą poważną propozycję – prawdziwe wyzwanie. Była nim konwencja, spotkanie firmy RAINBOW. 500 osób, namiot postawiony przy ścianie hotelu (milion pozwoleń), koncerty, ściana wizyjna, szczegółowy scenariusz… Co tam się nie działo. Ponieważ równolegle organizowałem w Szczecinie festiwal break dance, wisienką na torcie okazał się mix taneczny – najpierw wcześniej zaplanowani mistrzowie tańca towarzyskiego, a zaraz po nich tancerki z Kuby i zwycięzcy festiwalu – w tym Out Of Control z Danii. Nie obyło się oczywiście bez niespodzianek, ale efekt końcowy okazał się fantastyczny, czego konsekwencją była wieloletnia współpraca z firmą Rainbow.

2. Event, który najbardziej zapadł mi w pamięć…

bez wątpienia New Connect Convention 2008 w Łodzi. Dwa dni montaży, ponad 100 osobowa ekipa techniczna – wszystko idzie zgodnie z planem. Ja siedzę sobie wytwornie, obojętnie w naszym biurze, słucham muzyki, coś jeszcze liczę, gdy nagle zadzwonił kierownik produkcji, Joanna Strzelecka – nota bene najlepszy kierownik produkcji na świecie, krzycząc do słuchawki: „Witek, chodź szybko na dół, zaraz się scena zawali”. W pierwszej chwili myślałem, że to żart, ale Joannie nie było do śmiechu. W parę sekund zbiegłem po schodach. Na scenie o wymiarach 10×10 stała dioda 4×3 (TecnoVISION SP3), w plecach sceny druga dioda w podstawie ponad 8 m, pod dachem wisiały spokojnie dwie tony światła a wielkie balony wypełnione wodą zwisały złowieszczo nad sceną. To było oberwanie chmury, a dach po prostu złapał deszczówkę. Cała obsługa techniczna uciekła spod sceny, wszyscy byli pewni, że konstrukcja po prostu musi się zawalić.
Oczami wyobraźni zobaczyłem katastrofę, minę klienta, 5.000 zaproszonych gości, którzy dotarli do Łodzi aby zobaczyć zgliszcza i … przypomniał mi się film „Indiana Jones”. Złapałem wysoką drabinę, wziąłem nóż w zęby i rzuciłem się, aby zrobić dziurę w dachu. Ubezpieczał mnie – z narażeniem życia – nieoceniony Mariusz Guzek.
Po pierwszych cięciach poczułem się jak pod wodospadem Niagara. Z pomocą przyszedł szybko Zbyszek Siemieniak, właściciel multimediów i po paru kwadransach wygraliśmy z żywiołem (w przeciwieństwie do dachu – nie miał z nami szans). Wprawdzie konstrukcja się nie zawaliła, ale zamiast dachu mieliśmy sito, a do tego wszystkie urządzenia mokre. Do eventu pozostało jednak prawie 9 godzin. Tak oto zostałem szczęśliwym posiadaczem kilkunastu suszarek, wiatraków, farelek i wszystkiego, co potrafiło dmuchać, czyszcząc przy tym do cna okoliczne TESCO 24h. Do rana zdążyliśmy wysuszyć urządzenia, naprawić dach i wystartować zgodnie z planem. Wtedy uświadomiłem sobie ile warta jest dobra drużyna, praca zespołowa, zaangażowanie i wiara. Myślę, że tego eventu nie tylko ja, ale także nikt inny nigdy nie zapomni.

3. W event marketingu najważniejszy jest…

efekt WOW. Dobry pomysł, scenariusz, planowanie, realizacja wszystko to powinno prowadzić do wywołania u gości pozytywnych emocji i wrażeń. Ważny jest zatem każdy, nawet najdrobniejszy szczegół. Ważny jest także plan B.

4. Największy eventowy mit to….

„będzie Pani zadowolona…”

5. Według mnie największe błędy, jakie popełniają event managerowie to…

brak szczegółowego planowania, przewidywania i planu B. Nie zgadzam się też z powiedzeniem „klient ma zawsze rację”. Są sytuacje,
w których klientowi się jedynie wydaje, a doświadczony event manager potrafi przewidzieć konsekwencje pewnych decyzji. W takich wypadkach nie pozostaje nic innego jak sztuka dyplomacji. Warto pamiętać, że sukces ma wielu ojców, a klęska to zawsze sprawka agencji.

6. Najważniejsze w zarządzaniu agencją eventową jest….

szanować i dbać o ludzi oraz panować nad kosztami. Wiele agencji przekonało się, że świetna kondycja w dniu dzisiejszym wcale nie oznacza tego samego za pół roku. Agencje eventowe cały czas muszą walczyć nie tylko o klienta, ale i o poszczególne zlecenia – to permanentna walka o przetrwanie.

7. Najtrudniejszy moment w mojej karierze zawodowej…

oj było ich wiele, ale nikt nie mówił, że będzie lekko…

8. Od naszych zagranicznych kolegów po fachu możemy nauczyć się…

myślę, że całe życie warto się uczyć. Nie widzę jednak związku z tym, czy „koleszka” jest zagraniczny czy z Polski. Uczmy się od lepszych od siebie, obserwujmy, wymieniajmy poglądy. Znam w Polsce wielu „mistrzów świata”.

9. Rynek spotkań w Polsce….

z całą pewnością można powiedzieć, że doskonale i bardzo dynamicznie się rozwija. Niestety w mojej ocenie nadal pozostaje bardzo..hm… relacyjny. W tym zakresie widzę zasadniczą różnicę między polskim, a na przykład niemieckim rynkiem spotkań. Firma Cvent oferuje narzędzie do venue findingu. Poza Polską system odnosi sukcesy nie tylko w USA, ale także w Anglii, Francji czy Niemczech –  jest znanym, popularnym i cenionym narzędziem. Dlaczego? Bo oznacza oszczędność czasu i pieniędzy. Nikt się nie dziwi, że organizator wysyła zapytania do wielu obiektów jednocześnie przez aplikację, aby w efekcie – w 100% transparentnie – dokonać wyboru najlepszej oferty. W wielu firmach zachodnich aplikacja ta stała się wręcz obowiązkowa. Myślę, że sporo wody upłynie, zanim w Polsce podobne narzędzia będą doceniane i stosowane.

10. Pomysł na meeting.pl powstał, gdy….

irytacja z powodu tak zwanej „roboty głupiego” sięgnęła zenitu. Bo ileż razy można marnować czas na wykonywanie dokładnie tych samych czynności? Wyszukiwanie lokalizacji, a później negocjacje trwały zawsze dziesiątki, a czasami nawet i setki roboczogodzin. Zaczęliśmy więc rozpisywać wszystko na części składowe, na atomy, aby następnie oprogramować cały proces. Później były próby, poprawki, badania, testy … Po wielu latach powstało narzędzie z którego szczerze jestem dumny. Mam nadzieję, że event plannerzy je dostrzegą i wypróbują, a gdy już to zrobią po prostu przybiją nam piątkę i powiedzą – dobra robota. Mamy w sobie dużo pokory. Cały czas pracujemy nad nowymi funkcjonalnościami, rozwijamy i modyfikujemy system uważnie słuchając naszych klientów. Wiem, że sporo pracy wciąż jeszcze jest przed nami.

SHARE:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn
Brak komentarzy

Przykro nam, w chwili obecnej nie ma możliwości dodania komentarza.

Email marketing powered by FreshMail
 

Email marketing powered by FreshMail